no pierdu pierdu a czas zapierdziela
ślub już za pasem, właściwie nie ma dnia w pracy żeby mi ktoś nie powiedział ile dokładnie dni zostało do TEGO DNIA
jutro mają przyjść próbki obrączek żeby sprawdzić czy rozmiar na pewno dobry i w ogóle czy wszytko gra i będzie można zamawiać już te prawdziwe
z jednej strony chcę je zamówić express'em ale z drugiej myśl, że mam koło nich jeszcze te kilka tygodni chodzić nie mogąc sobie tej obrączki na palcu nosić lekko mnie irytuje
no ale zgodnie z zasadą, że jeśli coś może pójść źle to na pewno pójdzie to wolę je mieć wcześniej
a propos pójdzie
byliśmy sobie w Glasgow kilka tygodni temu
I ogólnie to do bani, nic tam nie ma do zobaczenia specjalnego, do tego brudno i jakoś tak ogólnie mało powalająco
no ale jak przygoda to przygoda
przed samym Glasgow udało nam się wpakować gwóźdź w oponę, więc powrót na dojazdówce
o żesz kurwa, powiedzieliśmy oboje, że jeśli kiedyś kupimy własne auto to pierwsze w co je wyposażymy to będzie pełnowymiarowe koło zapasowe
bo te popierdółki co teraz dają to może i są ok jeśli faktycznie chce się tylko do najbliższego warsztatu dojechać, ale jak ktoś jest w Glasgow, w niedzielę, i do domu ma ok 350km to jest cholera do bani
bo na tej popierdółce można jechać z prędkościa 80km/h max
co na autostradzie stanowi jakby problem
poza tym, jako że ja lubię jeździć to fakt iż mam do dsypozycji 150KM i turbo, a mogę się co najwyżej turlać 80-tka na 6 biegu jest lekko wkurwiający
do Glasgow jechaliśmy 2h15min
z Glasgow wracaliśmy 5h
no nic
dotarliśmy jakoś i na szczęście nam za tą oponę w wypożyczalni nie kazali płacić więc było minęło
poza tym w robocie zapierdol taki, że nie ma kiedy taczki ładować więc moje życie składa się głównie ze schematu praca-dom-praca
no to tyle, ide se coś kupię może bo Matki Boskiej Pieniężnej dzisiaj, a ja jeszcze ofiary w Centrum Handlowym nie złożyłem :-)
Ja wiem, że ja zawsze o Ryanair mówię, że to jest latający PKS.
Ale Centralwings to jest latające MPK z czasów komunizmu (ta sama dbałość o klienta)
Skasowali wszystkie loty na kwiecień na trasie KRK - MAN.
No tylko czemu dwa tygodnie temu sprzedawali bilety na te loty to nie wiem. Te na początek kwietnia też.
Mój bilet był na 20.04 więc niby jeszcze jest czas.
No ale jak mi pan powiedzial, że mam 14 dni na zwrot kasy czekać to się wściekłem.
Oczywiście żeby se z panem pogadać musiałem wisieć na telefonie 17 minut (oczywiście połączenie z Polską bo innego nr nie mają) i słuchać o tym że "wszyscy są zajęci - proszę czekać" na zmianę z "Centralwings - doskonała obsługa i PEWNOŚĆ LOTU"
Tia, jasne
Najbardziej ta pewność lotu.
Kumpel kupił bilety dla rodziców i też lot odwołali. (MAN - WAWa).
Nigdy więcej.
Sarah Silverman, bardzo znana w USA, przez nas odkryta dopiero niedawno.
Dawno sie tak nie uśmiałem:
I odpowiedź jej faceta, Jimmy'ego Kimmel
Sarah Silverman to jeszcze polecam
You're gonna die soon (to pokazała nam Blondi pracująca w domu opieki, taką mją nowa piosenkę zakładową...)
Porn song
To tyle, idę sobie ponucić "I'm fuckin Matt Damon..."
No co, chyba wolno pomarzyć, nie?
Tego jeszcze nie grali
No dzień jak co dzień.
Wracam sobie z roboty, jem kolację, oglądam film (weim, moje życie jest taaakie fascynujące...).
Idę się umyć i kładę się do łóżka.
Gaszę lampkę i jak już zaczynam zasypiać wtulony w męża...
Łóżko zaczyna drgać, ściana zaczyna drgać, cały cholerny budynek się trzęsie.
No w życiu się tak nie przestraszyłem.
Ale spoko, 5,3 w skali Richtera to tylko wstrząsy " Odczuwane przez wszystkich, powoduje bardzo niewielkie zniszczenia"
Dlaczego nikt mi nie powiedział że w UK WYSTEPUJĄ TRZĘSIENIA ZIEMI??
Tak, to bym chociaż nie chodził po domu i nie zastanawiał się czy mi się zdawało czy mnie do reszty popierniczyło.
Oczywiście Moja Kochana Qzynka nawet się nie obudziła :-)
pozdrawiam wstrząsająco
Jestem cały i zdrowy jak zapewne od męża mojego kochanego wiecie.
Oprócz tego jestem leniwa małpa i nic nie pisałem chwile (no dobra, wiem, 7 miesiecy...)
No ale jak mam czas pisać to nie ma o czym a jak jest o czym to nie ma czasu (mam jeszcze kilka innych wymówek)
Byłem w robocie w poniedziałek i wymysliłem, że sobie zjem zupkę przed lunchem żeby nie umrzeć z głodu za biurkeim.
Skutek był taki, że zupki nie zjadłem za to mam wolne do następnego tygodnia bo sobie zupką rękę poparzyłem i mnie kurde boli, a do tego mam bąbla takiego wielkiego i woda mi sie w nim przelewa.
No to jako że jestem "na chorym" to mam czas pisać.
A jako że dawno nie pisałem, więc jak już coś się pojawia to powinno być to coś istotnego, nie?
No to proszę:
Uprzejmie zawiadamia się, że od dnia 28 czerwca 2008 roku (tak gdzieś kolo 13:30) odbędzie się ceremonia zawarcia Związku Partnerskiego, w dalszej części bloga zwanego ślubem, Redkiller’a i Idealnego.
To tyle z części oficjalnej. Teraz już będzie po staremu.
Mam załamanie nerwowe.
Ilość spraw do załatwienia w związku z Związkiem jest przerażająca. Przerażający jest też fakt, że ilość potrzebnej gotówki jest wprost proporcjonalna do ilości spraw.
Zresztą pieniądze to pikuś, ale cholerna lista gości, załatwienie hotelu, restauracji itd. To już nie jest pikuś.
Okazuje się, w czasie kiedy ja będę żegnał się ze stanem kawalerskim cholerna Dolly Parton będzie śpiewać w Manchester. Do tej pory mi Dolly Parton nie przeszkadzała, tylko czy ona musi śpiewać akurat w ten weekend kiedy ja chcę rodzinę przenocować i w hotelach są stawki „event weekend”?
No ale trudno. Dolly też człowiek i jakoś zarabiać musi.
Ale w ogóle to może ja zacznę od początku, tak żeby wszystkim uświadomić, że my tu w trochę innej rzeczywistości żyjemy. Nawet się dziwnie poczułem jako jednostka traktowana na równi z innymi.
Otóż, poszliśmy do Register Office (taki Urząd Stanu Cywilnego). Budynek oczywiści duży i korytarzy mnóstwo. Za to siedzi pan w recepcji. No to się grzecznie spytaliśmy gdzie tu można się zarejestrować i omówić szczegóły związku partnerskiego. Na to pan (taki koło 50-tki) spytał czy to my chcemy wziąć ślub i po naszym potwierdzeniu rozdarł się na cały urząd „ze to wspaniale i że bardzo nam gratuluje” i pokazał drogę.
Podchodzimy do okienka i mówimy pani o co nam chodzi, a pani to samo. Jak to wspaniale i w ogóle.
Przechodziła sprzątaczka i przez chwilę miałem wrażenie że też nam zacznie gratulować.
I widać było, że ich reakcje były szczere i nie wymuszone. Fajnie się poczuliśmy.
Żeby to wszystko załatwić musiałem wziąć urlop na kilka godzin z pracy bo urząd pracuje w tych samych godzinach co ja ;-/
A że okres już był przedświąteczny to oczywiście z urlopem problem.
No to potuptałem do mojej szefowej i mówię, że muszę ten urlop dostać i mówię po co. Szefowa najpierw mnie wyściskała, potem podpisała wniosek o urlop i kazała się na bieżąco informować czy wszystko w porządku i że jakbym potrzebował jeszcze jakieś wolne to mam mówić i ona mi wszystko podpisze.
Znajomi z pracy już obmyślają plan wieczoru kawalerskiego i pytają czy mogą przyjść na ceremonię. U Idealnego to samo.
Żeby było weselej to Moi Kochani Rodzice stwierdzili, że oni nie przyjadą bo to "jest taka raczej dla młodych impreza". Rodzice Idealnego też mieli nie przyjechac, ale stwierdzili że jednak będą. Zachowania moich rodziców nie będę komentował bo ograniczam użycie słów powszechnie uznawanych za obelżywe.
A, no i obrączki znaleźliśmy.
Najpierw chcieliśmy białe złoto bo żółtego nie lubimy.
Ale mądra pani ze sklepu jubilerskiego powiedzia, że białe złoto z czsem traci kolor i robi się takie słomkowe i że trzeba je od nowa do rodowania dawać i w zamian zaproponowała platynę.
Wszystko było super dopóki nie powiedziała "1350 funtów"
Jak juz zaczęliśmy znowu oddychać to żeby było troszkę bardziej dramatycznie dodała "sztuka"
Ale że to taki raczej droższy jubiler był (coś w rodzaju naszego W.Kruk) to stwierdziłem że poszukam w internecie gdzie jeszcze można ew te obrączki cholerne kupic. No iokazuje się że można przez internet kupic takie jak nam sie podobają, platynowe za jakies 900 funtów za dwie. No to to jest akceptowalne, a do tego będą platynowe tak jak zawsze chciałem tylko nie wiedziałem że mnie stać :-)
Koniec gadania o ślubie bo mi się ciśnienie znowu podnosi lekko. A przecież jestem na chorobowym więc mam się relaksować i odpoczywać.
Poza tym to do piątku będę żył w niepewności.
Otóz zarezerwowałem samochód na piątek bo kumpel przyjeżdża i trzeba go z lotniska odebrać ( a przy okazji zakupy zrobic, hehe).
Zaletą wypożyczalni jest to że jest 3 minuty od domu piechotą i to że jest tanio.
Wadą (no chyba że ktoś lubi niespodzianki) że nigdy do końca nie wiadomo czy dostaniesz auto które sobie zarezerwowałeś.
I tak.
Bo jak do tej pory tylko 2 razy udało mi się od nich wyjechać tym za co zapłaciłem. A w okresie letnio - jesiennym ciągle gdzieś autem jeździliśmy.
Co prawda nie mogę powiedzieć, że jakoś bardzo źle mi z tym że im się miesza bo zawsze dostaję lepsze auto niż to za które płacę.
Jak rezerwuje Corsę to najczęsciej dostaję Astrę. Jak Astrę to Vectrę. A jak jechaliśmy do Edynburga na głosowanie do konsulatu(no dobra, moglismy głosować w Manchester, ale tak to przynjamniej był powód żeby się do Szkocji wybrać) to był hit sezonu.
Jako że posiali moją rezerwację na Vectrę (już się rozbestwiłem i odmawiam zrobienia ponad 1000km w jeden dzień, z 4 osobami na pokładzie, czyms mnieszym) i absolutnie nic innego nie mieli na stanie (a skąd mieliby mieć w piątek o 16-tej???) to dostałem ślicznego Chryslera Grand Voyager - wersja topowa- AUTOMATIC. (którego nie powinnni mi dać bo nie mam jeszcze 30 lat, a to za drogie auto żeby je gówniarstwu wypożyczać - przekonał ich argument że pójdę do Hertz'a i i wezme od nich co będą mieli w klasie Vectry albo lepsze, ale to oni pokryją różnicę w rachunku)
Wszystko super, tylko że ja nigdy wcześniej nie prowadziłem automatic'a i do tego takiego dużego. Ale spoko. Do czasu jak dojechaliśmy do Edynburga już się w nim zakochałem. A najfajnieszy bajer to automatyczne otwieranie i zamykanie drzwi bocznych guzikami koło kierowcy, normalnie jak kierowca autobusu :-))
A do tego mimo że go nie oszczędzałem spalił "tylko" 100 litrów ropy :-)
Jak już będę duzy to sobie takiego kupię - póki co nie stać mnie na ubezpieczenie i road tax ;-/
Do tego doczekaliśmy się wreszcie na stałe łącze z BT i już nie musimy czekać pół dnia zanim się strona załaduje. Co prawda mamy na kompie windows Vista więc są przygody ale ogólnie wszytsko chyba działa.
Dobra, dośc na dzisiaj bo jako że mam wolne to mam masę spraw do załatwienia na co nigdy w tygodniu nie mam czasu przez pracę.
Aha, jeśli chodzi o nagrody to planowana wysyłka zbiegła się w czasie ze zrypaniem sie laptopa i wszyskto szlag trafił.
Proszę, przyslijcie mi jeszcze raz adresy na mail'a bo na nowym kompie zupełnie nic nie mam
No to tyle na dziś.
Całuski, cukiereczki, caisteczka
redzik
przy hotelu w Grasmere

na ławeczce w Grasmere

Oni takie "please drive carefully" przed każdą wioską mają :-)
nad jeziorem

samochodzik :-)

proszę zwrócić uwagę po której stronie jest kierownica i którą ręką zmieniam bieg...

przy zamku w Carlisle

na ławeczce niedaleko muru Hadriana

z Janin (Grasmere)

przed hotelem w Grasmere, ja wyjątkowo od strony pasażera :-)

z Idealnym na drinku w village
Ta moja firma to strasznie zamożna jest.
Pomijam już to, że dzisiaj miałem 2h szkolenie na którym nie robiłem nic poza piciem kawy.
Całe szkolenie można było zrobić w 15 minut.
Mi pasuje, ale że im nie przeszkadza, że mi płacą za nicnierobienie to się dziwię trochę.
Poza tym mam nowy monitor.
Fajnie.
Wszyscy mamy.
Tylko nikt nie potrafi nam wytłumaczyć dlaczego zmienili nam niespełna roczne, świetnie działające 17" LCD Dell'a na nowe 17" LCD Dell'a.
No dobra. Obudowe mają ładniejszą.
Ale czy to jest powód żeby tyle kasy wydawać?
No nie wiem.
Ale oszczędności też są.
Od miesiąca proszę się o nową myszkę.
I pewnie jeszcze długo będę się prosił. Bo wiecie, koszty...